Dokładnie 30 lat temu, 7 kwietnia 1995 roku punktualnie o godz. 12:35 ze stacji Wilanowska, w stronę Kabat oraz Politechniki wyruszyły pierwsze pociągi warszawskiego metra. To było 11 kilometrów, które na zawsze zmieniły komunikację miejską w stolicy – podkreśla stołeczny Zarząd Transportu Miejskiego.
To był moment długo wyczekiwany. Choć metro pojawiało się w innych stolicach krajów tzw. demokracji ludowej, w Polsce jego budowa przez dekady pozostawała w sferze planów i ambicji. Warszawa marzyła o kolei podziemnej od ponad pół wieku, ale na przeszkodzie wielokrotnie stawała historia.
Pierwsze plany budowy metra w stolicy powstały w latach 20. XX wieku. Zakładały stworzenie dwóch przecinających się linii – z północy na południe (od Muranowa do placu Unii Lubelskiej) i ze wschodu na zachód (od Pragi po Wolę). Rozpoczęto wiercenia geologiczne, powstała koncepcja połączenia dworca Warszawa Główna z metrem, a władze miasta prowadziły rozmowy z zachodnimi konsorcjami, bo skala inwestycji przerastała lokalny budżet. Niestety, na przeszkodzie stanął Wielki Kryzys.
Do koncepcji wrócił prezydent Stefan Starzyński, który „Warszawę widział wielką”. Powołał Biuro Studiów Kolei Podziemnej, które zaktualizowało wcześniejsze plany. W efekcie powstał projekt 46-kilometrowej sieci, której realizacja miała potrwać 35 lat. Jednak wybuch II wojny światowej przerwał prace, a większość dokumentacji zaginęła w trakcie Powstania Warszawskiego.
W PRL do tematu wracano kilkukrotnie. Początkowo planowano szybką kolej miejską, która połączyłaby peryferyjne dzielnice – Młociny i Służew – z centrum oraz Gocław z Wolą i Wawrem. Pięć lat później zapadła decyzja o budowie tzw. metra głębokiego. W tle były napięcia międzynarodowe, wojna koreańska i zimnowojenny wyścig zbrojeń. Rozpoczęto drążenie tunelu pod Wisłą, ale projekt okazał się zbyt kosztowny i trudny technologicznie. Po trzech latach go zarzucono.
Na prawie trzy dekady metro w Warszawie zniknęło z planów inwestycyjnych. Miasto opierało się na komunikacji autobusowej, a kolejne kryzysy – gospodarczy końca lat 70. i stan wojenny – oddalały szanse na realizację idei podziemnej kolei.
Prawdziwy przełom nastąpił w styczniu 1982 roku, gdy gen. Wojciech Jaruzelski ogłosił w Sejmie decyzję o rozpoczęciu budowy I linii metra. Prace ruszyły rok później – 15 kwietnia 1983 roku wbito pierwszy pal obudowy wykopu.
Droga do otwarcia była jednak daleka. Budowa toczyła się w realiach pogłębiającego się kryzysu gospodarczego. Brakowało funduszy, materiałów i nowoczesnych technologii.
„Tunel drążono z prędkością dwóch metrów na dobę – dziś ta sama praca trwa godzinę” – przypomina ZTM.
Już po dwóch latach trzeba było zmienić harmonogram i przesunąć planowane otwarcie. Mimo to pieniędzy wciąż brakowało. Zdecydowano się na ograniczenie inwestycji – budowę wstrzymano na północ od ul. Nowowiejskiej, koncentrując wysiłki na ukończeniu odcinka Kabaty–Politechnika. Dlatego, gdy w 1995 roku metro wreszcie ruszyło, nie dojeżdżało nawet do Pałacu Kultury i Nauki.
Kolejnym wyzwaniem było pozyskanie taboru. Z obiecanych przez ZSRR 90. wagonów, które miały być przekazane w darze, dotarło tylko dziesięć (z prostego powodu – Związek Radziecki się rozpadł). Wagony ostatecznie zamówiono w Sankt Petersburgu, a wykonawca dostosował je do polskich wymagań. I chociaż metro jeździło na niepełnej trasie i rosyjskimi wagonami, to było powiewem Zachodu w zmieniającej się Warszawie.
Dziś trudno wyobrazić sobie Warszawę bez metra. Stolica ma już dwie linie, 38 stacji i 41,5 kilometra torów. Codziennie z podziemnej kolei korzysta niemal milion pasażerów.
Wkrótce zakończy się rozbudowa drugiej linii – otwarte zostaną ostatnie stacje bemowskiego odcinka oraz nowa stacja techniczno-postojowa. Trwają także prace projektowe nad liniami trzecią i czwartą.
Legionowo: Radni zgodzili się na nowy blok. Czterdzie..
jak oni wszyscy z tamtąd wyjadą, szkoda zieleni, tyle drzew padnie, co za kraj, przepłacone to wszystko aby tylko deweloper się najadł, niech się w końcu udławi..., za te drzewa...h....j
Pola
10:01, 2026-05-13
Łajski: Kolizja dwóch osobówek na DW632
szybki i wściekły - łajski drift, 21 lat i bmw to nie mogło się dobrze skończyć
Dmat
09:01, 2026-05-13
Mieszkańcy nie chcą biokompostowni w Dębem
Nie macie pojęcia wogole o co chodzi pisząc ten artykuł. Burmistrz przegrał proces i ma do zapłaty 6 mln prywatnemu właścicielowi z tamtego obszaru. Dostał warunek, że jeśli zmieni mpzp i pozwoli mu prowadzić działalność "śmieciową" to odpuszcza mu te 6 mln. Narracja o przymusie budowania kompostowni to manipulacja mieszkancami by byli za zmianą mpzp. Nikt nie widział żadnych danych, ani analiz. Gadka dla lemmingow i ten artykuł też przez lemmingow dla lemmingow
Ten artykuł to farsa
07:08, 2026-05-12
Mieszkańcy nie chcą biokompostowni w Dębem
Po pierwsze pan burmistrz chyba źle rozumie rekultywację, źle rozumie że obiecywali brak podobnych realizacji na tym terenie (obietnice sprzed 9lat). Nie potrafi odpowiedzieć czemu szuka miejsca na coś o czym nie chce otwarcie powiedzieć w miejscu gdzie mieszkają ludzie a gmina wydaje pozwolenia na kolejne deweloperskie inwestycje mieszkalne, pomijam ewentualną budowę Dino w odległości 300m. Brak jakiejkolwiek sensownej infrastruktury gminnej ktora mogłaby odbierać prąd i ciepło (efekt pozytywny biokompostowni). Bo poza paroma latarniami i przepompownia, nie bedzie wiecej odbiorców na tym terenie, a przy okazji dostaną prywatni prosumeńci ktorzy zainwestowali w fotowoltaikę a napięcie w sieci i tak jest już niemal graniczne. Co może spowodować wyłączanie falowników. Pomijając wszystkie skutki uboczne prowadzenia takiej działalności na tym terenie.
Mieszkaniec Dębe
20:01, 2026-05-11
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu legio24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz